13 grudnia

Holenderski przysmak




Wspominałam już wcześniej, że jeśli chodzi o kulinarne doznania, to Holandia nie jest najlepszym wyborem. Wszędzie królują smażone krokiety, często można je nawet kupić w automatach na monety (!). Jest jednak kilka wyjątków. 


Dzisiaj napiszę o przysmaku, który od dawna kojarzył mi się z Holandią i zawsze wyjeżdżając z tego kraju wypełniałam nim walizkę. A przysmak ten wywodzi się z Goudy i jest w kształcie koła.

I tu zapewne wszyscy pomyślą o serze. Otóż nie. Sery holenderskie też bardzo lubię, zwłaszcza te najstarsze, dojrzałe, jednak dzisiaj napiszę parę słów o stroopwafel.

Podobno (jak podaje niezawodna Wikipedia) Gerard Kamphuisen w pierwszej połowie XIX wieku otworzył cukiernię w Goudzie. Z resztek, jakie pozostawały mu z wyrobu innych słodyczy (wiadomo, Holendrzy są oszczędni, nic nie może się zmarnować), wyprodukował właśnie stroopwafel. Przysmak bardzo się przyjął i w XIX wieku w Goudzie było już około 100 wytwórców wafli, a po roku 1870 zaczęto je też wypiekać poza Goudą. Obecnie stroopwafel można kupić w każdym sklepie spożywczym w Holandii.

Stroopwafel to wafel wypiekany z ciasta składającego się z mąki, masła, brązowego cukru, jajek, mleka i drożdży. Upieczony, jeszcze gorący wafel dzieli się na dwie warstwy i do środka dodaje się karmelowy syrop.

Wafle są okrągłe i zwykle w rozmiarze, który świetnie pasuje do kubków do herbaty. Otóż stroopwafel najlepiej smakuje, jeśli położymy go na chwilę na kubku z gorącą herbatą. Wtedy ciastko podgrzeje się, a karmel w środku stanie się miękki.




Gorące, świeże Stroopwafel można też kupić często na straganach. Zwykle są wtedy większe niż te, które można dostać w supermarkecie, mogą mieć nawet do 25 cm średnicy.

Smacznego!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Cały ten Beneluks... , Blogger