01 lipca

Podziemny świat w Belgii




Już od dłuższego czasu zaniedbuję tego bloga, ale cierpię na brak inspiracji. Może nawet niezupełnie brak, tylko brak pozytywnej inspiracji. Tematy, które przychodzą mi na myśl, a którymi mogłabym się tu zająć zwykle są z serii jak nas, Polaków źle tu traktują w Holandii, albo jaka tu pogoda fatalna. A nie chcę tylko pisać o negatywnych doświadczeniach, żeby nie przygnębiać siebie czy Czytelnika. Ale do bloga postanowiłam wrócić, przy tym pozytywnym akcentem, czyli... nie o Holandii dziś będzie.


W ubiegłym roku już musnęliśmy Ardeny, teraz w jeden z wiosennych weekendów postanowiliśmy trochę naszą wiedzę poszerzyć o tym zakątku Europy. Założenie też mamy takie: chcemy się z Beneluksu wyprowadzić. A kiedy będziemy już mieszkać w bardziej urokliwej okolicy (taką mam nadzieję), wtedy raczej nie przyjdzie nam do głowy lecieć na weekend w Ardeny. Teraz jest więc ten czas i miejsce.


D
o rzeczy. Wybraliśmy Rochefort, miasteczko położone nieco ponad 100 km na południowy wschód od Brukseli. Belgom kojarzy się głównie z Festival du rire, czyli Festiwalem Śmiechu. Nad miasteczkiem górują też ruiny zamku, którego historia sięga 1155 roku. Niestety przez większą część roku jest on niedostępny dla zwiedzających. Oglądać można natomiast Grotte de Lorette, czyli ogromne jaskinie. Zostały one odkryte w XIX wieku, jednak bardzo długo pozostawały zamknięte dla zwiedzających, między innymi żeby nie robić konkurencji pobliskim jaskiniom w Han-sur-Lesse (napiszę o nich wkrótce). Teraz już Grotte de Lorette  można zwiedzać i bardzo to polecam. Większość turystów ogląda tylko Han-sur-Lesse, przez co groty w Rochefort oferują prawie prywatną wizytę (oprócz nas, w grupie było jeszcze tylko 5 osób). Z przewodnikiem schodzi się 60 m pod ziemię, trasa zajmuje około godziny. Największe wrażenie robi sala Sabat, która ma 85 m wysokości. 

Będąc w Rochefort warto też przejść się do klasztoru Notre-Dame-de-Saint-Rémy. To tu powstaje słynne piwo Trappiste. Poza tym to urocze, ciche i spokojne miejsce. Do samego klasztoru wejść nie można, z wyjątkiem kościoła.


Jest jeszcze jedna zabawna historia, która wiąże się z Rochefort. Otóż miasto postanowiło przeprowadzić ankietę wśród turystów i zapytać z czym im się kojarzy "Rochefort". Ankietowani wymienili Festiwal Śmiechu, piwo Trappiste, jaskinie i... ser. Problem polegał na tym, że w mieście żadnego sera nie produkowany, a zapewne wszyscy mylili Roquefort z Rochefort. Ale Belgowie pomyśleli: klient nasz pan. I już wkrótce w miejscowych barach i sklepach pojawił się "tradycyjny ser Rochefort". Przyznam się, że my też skusiliśmy się na degustację. Cóż, jest to miękki ser żółty, mocno maślany... Tę pozycję  w menu można śmiało pominąć.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Cały ten Beneluks... , Blogger