06 stycznia

Oliebollen i cukier w Holandii

oliebollen Holandia

W grudniu na holenderskich ulicach pojawia się sporo straganów oferujących zimowy przysmak: oliebollen. Do owego kulinarnego wynalazku podchodziłam dość ostrożnie, cóż Holender i kuchnia to nie jest zbyt dobry duet, ale każdej kolejnej zimy coraz bardziej przekonywałam się, że może warto spróbować. I stało się, nasza czwarta zima w Holandii i zakupiłam moją pierwszą kulkę oliebol.

Na ulicznych straganach zapach zapach tłuszczu nieco mnie odstraszał, stwierdziłam "jak szaleć to szaleć" i poszłam do The Oliebollen Factory na haskim Grote Markt. Podobno mają udoskonaloną recepturę, najwspanialsze, najsmaczniejsze... Spróbowałam i cóż, oliebollen są nieco zbliżone do naszych pączków, ale zazwyczaj w środku nie mają nadzienia, za to ciasto jest pełne rodzynków. Przed jedzeniem obtacza się je w cukrze pudrze, sklep, w którym byłam oferował je w różnych smakach i kolorach. Niby wszystko w porządku, ale muszę przyznać, że oliebollen są bardzo ciężkie i tłuste, do naszych pączków nie mogą się równać. Pani w sklepie poczęstowała mnie małym kawałkiem i na tym trzeba było poprzestać. Ja zakupiłam jeszcze kulkę na wynos i to był błąd, czułam ją jeszcze długo w żołądku.

Zabawne jest to, że oliebollen to holenderski przysmak sylwestrowy. 31 grudnia w sklepach Holendrzy stali w kolejkach po szampana, zwykle takiego w okolicy co najmniej 50 - 60 euro, czyli całkiem, całkiem, a do tego solidna porcja tłustych i ciężkich oliebollen. Ech, holenderskie wyrafinowanie. Gdybym kupowała szampana w podobnej cenie, chyba wolałabym do tego filmowe truskawki lub kawior...

oliebollen Holandia

Tak jeszcze a propos holenderskiej diety i zdrowego odżywiania, to niedawno The Economist opublikował artykuł o szkodliwym działaniu cukru, w którym przedstawił również dane dotyczące światowych liderów w spożyciu białego proszku. Numer jeden to Chile, ale na drugim miejscu jest Holandia. Holendrom udało się wyprzedzić nawet Stany Zjednoczone, posypka na chlebie na śniadanie robi swoje (czytaj tu). Tylko pogratulować... 

A doświadczenie z oliebollen uważam już za zakończone, spróbowałam, wiem co to za zwierz i wystarczy...

oliebollen Holandia

3 komentarze:

  1. Już czuję ten zapach słodkości na ulicy i pewnie by mnie to skusiło, ale dobrze, że piszesz, że są ciężkie

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja jem jeden oliebol raz na rok i wystarczy, za to moja Mama, nie lubiąca słodyczy swoją drogą, przepada za nimi :) A co do cukru, to zadziwia mnie niezmiennie, ile tegoż można wtloczyc w siebie pod postacią hagelslag, słodyczy, cukierków i pseudo-tortow z bitą śmietana.. Bah :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakoś nigdy nie przepadałam za paczkami a wyglądem przypominają nieco większa wersje paczkow mojej teściowej. Ona je jakoś nawet specjalnie nazywa, jakoś zjadłam raz czy dwa dla smaku a później czułam jak Ty długo na żołądku ten głęboki olej.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Cały ten Beneluks... , Blogger